Ponieważ teściowa zawsze coś powie, a potem się okazuje, że całkiem niegłupio gada, zebrałem się w spontanicznym szale i pakując swoje zacne cztery litery do busa, miałem plan! Wysiadłem w Katowicach, przymarszowałem do mieszkania na Okrzei, przywdziałem co trzeba, zabrałem co trzeba i w drogę. Do Olkusza dojechałem - trochę naokoło, ale najważniejsze jak facet kończy, nie? Brudny, ale szczęśliwy (kobieta też, bo w końcu inna trasa;p) dotarłem do mety, gdzie czekał prysznic i słodycze! Oby do czwartku i kolejnego tripa w nowym terenie.